19 razy Katherine” to specyficzna książka. Dla osób, które nie miały jeszcze okazji zetknąć się z twórczością Greena będzie na pewno bardzo zaskakująca.

Bohaterem książki jest Colin Singleton. Nie jest to zwyczajny nastolatek, bo takich zresztą u Greena brak. Od kiedy chłopak skończył 7 lat, czyta 400 stron powieści dziennie. Jest mistrzem układania anagramów z dowolnych słów. Robi to praktycznie w każdej wolnej chwili. Colin to geniusz, a to nie jedyna z jego niezwykłych cech. Chłopak ma 17 lat i umawia się tylko z dziewczynami o imieniu Catherine. Takich dziewczyn było już 19! Oczywiście większość z tych wielkich miłości trwała kilka dni bądź tygodni. Ostatnia była nieco dłuższa i po tym zerwaniu ciężko się chłopakowi pozbierać.


Najlepszym przyjacielem Colina jest Hassan. To nastolatek, tłuściutki muzułmanin-liberał, którego największą pasją jest oglądanie „Sędzi Judy”. To właśnie za jego namową Colin wraz z nim zresztą postanawia wyruszyć w niezwykłą podróż swoim samochodem o pięknej i jakże wdzięcznej nazwie „Katafalk”.


Po drodze chłopcy zatrzymują się w Różowej Rezydencji właścicielki firmy produkującej sznurki do tamponów. Tam poznają jej córkę Lindsey.


Teoretycznie „19 razy Katherine” to powieść drogi o dość przewidywalnej fabule. Porzucony chłopak wyrusza w podróż, aby zapomnieć o dziewczynie i przejść wewnętrzną przemianę. U Greena nic nie jest jednak oczywiste. Bohaterami nie są stereotypowi nastolatkowie. To ludzie dojrzali, bardzo inteligentni, nieco dziwaczni. Przez to właśnie, że są inni, trudno im znaleźć swoje miejsce w świecie. W różny sposób próbują zyskać akceptację, zaznaczyć swoją obecność. Morał jednak z ich zachowań, a zatem i całej powieści jest bardzo prosty. Najlepiej nam wychodzi bycie sobą i to właśnie jest najlepsza wersja nas samych.


Książka ma przesłanie proste i uniwersalne. Nie jest to jednak powieść tylko dla nastolatków. Z przyjemnością zagłębią się w tej lekturze także starsze osoby.