Gęsta, intensywna powieść o czwórce dzieci, które po odejściu rodziców, powoli przejmują ich role. Zawieszenie pomiędzy światem dzieci a dorosłych jest często przytłaczające. Szczególnie, że rozgrywa się latem.

Książka jest na pewno bardzo ciężka w odbiorze. Brakuje pewnej wolności. Czytelnik wraz z bohaterami dusi się za zamkniętymi oknami, szczelnie zasłoniętymi żaluzjami i wszechobecnym upałem. Można mieć obawy, że zaraz człowiek się udusi od nawału tego, co tam się dzieje. W pewnym momencie można nawet utknąć. Niestety, ale jest to pozycja, której nie będzie się czytało ani z dużą, aby małą przyjemnością. Betonowa zaprawa, która jest motywem przewodnim książki wysysa życie i z domowników i z czytelnika, który nie ma ochoty dowiadywać się, co dalej się tam wydarzy. W zasadzie dzieje się niewiele i w tym właśnie jest problem. Początek był dobry, jednak w miarę rozwoju i przewracania stron było już tylko gorzej.

Książka jest obrazoburcza. Dowiadujemy się z niej o wiele za dużo o naturze człowieka. Niektórych rzeczy być może nie chcielibyśmy zauważać ani się dowiadywać. Nie jest to jednak tak, że jest to kompendium wiedzy o ludzkiej naturze. Niektóre sprawy nadal nie zostały rozstrzygnięte. Zakończenie jest otwarte. W związku z tym, każdy może sobie dopowiedzieć co tak naprawdę się wydarzyły i jakie będą dalsze losy bohaterów książki. Jeżeli w ogóle uda nam się przebrnąć do zakończenia, co na pewno dla wielu osób będzie dużym wyzwaniem i sporym wyczynem. Warto spróbować przeczytać tę książkę. Czy się uda? Nie wiadomo.