Kolejna część przygód Myrona Bolitara to znów masa poplątanych intryg, zbrodni i zagadek. „Błękitna krew” pozbawiona została jednak pewnego elementu, co na pewno zasmuci wielu czytelników. Jakiego? O tym za chwilę…


Jack Coldren to niezwykle popularny i znany golfista, lider mistrzostw USA. Kiedy jego syn zostaje uprowadzony, podejrzenia padają na byłego asystenta Jacka – Lloyda Rennarta. Szybko się jednak okazuje, że mężczyzna ten sześć miesięcy wcześniej popełnił samobójstwo, co jasno wyklucza go z kręgu podejrzanych. Znaleźć można takich, którzy uważają, że syn Jacka, Chad upozorował to porwanie. Jaki miałby tego cel? I jaka jest właściwie prawda?


Poszukiwań młodego człowieka podejmuje się agent sportowy i detektyw Myron Bolitar. Jak zwykle wplącze się w całą sieć różnorakich intryg, zagadek i zbrodni. W tym przedsięwzięciu zostaje jednak sam. Dlaczego? Otóż ze śledztwa rezygnuje jego przyjaciel Win, nad czym na pewno ubolewa wielu czytelników. Mężczyzna argumentuje swoją decyzję względami rodzinnymi, ale nie chodzi tu o chorobę cioci lub babci, o nie!
„Błękitna krew” posiada wszystko to, co powinien zabierać dobry thriller. Jest zatem porwanie, morderstwo, zbrodnia, tajemnice, masa poszlak i podejrzanych. Wszystko to musi Myron uporządkować, aby dotrzeć wreszcie do celu, który jak zwykle jest zresztą bardzo zaskakujący.


Brakuje w tej książce Wina i jego zblazowanego poczucia humoru. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Autor w zamian za to pozwala czytelnikowi poznać parę ciekawostek z życia rodzinnego i przeszłości tego charyzmatycznego bohatera.