Bogowie, honor i Ankh-Morpork” to jedna z wielu części kultowego już Świata Dysku Terry’ego Pratchetta. Tak jak i pozostałe jest pełna inteligentnego humoru i błyskotliwych dowcipów.

Pomiędzy starożytnymi miastami Ankh-Morpork i Al-Khali coś się wyłoniło. Niezamieszkana wyspa na Okrągłym Morzu Dysku stanie się przedmiotem walk na politycznej arenie. Oba miasta będą chciały mieć ją na własność. Żadne nie uznaje praw i roszczeń tego drugiego. W wyniku tego mieszkańcy obu miast stają w obliczu wojny. Komendant Vimes staje przed bardzo trudnym zadaniem. Któż inny jednak podoła tak poważnym konfliktom, jeśli nie on i jego dzielni strażnicy, wśród których znajduje się i wilkołak, i troll, i krasnolud, i oczywiście kapral Nobby.

W książce tej bardzo dużą rolę odgrywa polityka – tego nie da się nie zauważyć. Terry Pratchett przedstawia ją w sposób charakterystyczny dla siebie, a więc w krzywym zwierciadle. „Bogowie…” to świetna satyra współczesnych czasów i z łatwością można znaleźć mnóstwo odniesień do współczesnych nam realiów.

Mamy zatem Ankh-Morpork. To miasto niejednorodne. Mieszkają tu istoty wszelkiej maści, rasy, nawet tych zupełnie nikomu nieznanych (no bo kim jest kapral Nobby). Wydawać by się mogło, że jest to miasto-mozaika, zupełnie pozbawione jakiejś jedności. Tymczasem w obliczu konfliktu z obcym miastem-państwem, z obcymi ludźmi, szmacianymi łbami, mieszkańcy Ankh-Morpork znajdują to poczucie jedności i czują się jednym organizmem. Trudno nie doszukiwać się podobieństwa między piaszczystym miastem Al-Khali i jego mieszkańcami, czyli szmacianymi łbami a współczesnymi nam państwami arabskimi.

Książka ta traktuje o polityce, o rasowych uprzedzeniach, o ksenofobii, o intrygach, spiskach, wojnie i grze politycznej, ale to wszystko podaje w formie niezwykle inteligentnej i smacznej satyry. Świat przedstawiony przez Pratchetta tylko pozornie jest niepodobny do naszego.

Powieść ta, jak i cały Świat Dysku jest napisana w sposób niezwykle błyskotliwy i humorystyczny.