Odd Thomas to bohater niewielkiego cyklu Deana Koontza. To młody mężczyzna posiadający nadprzyrodzone zdolności – widzi umarłych. Jest to dar bardzo wyjątkowy, ale i niezwykle męczący. Odd w poszukiwaniu wytchnienia wyrusza więc do położonego na odludziu klasztoru św. Bartłomieja. Gdzie jak nie u spokojnych i cichych zakonników znajdzie upragniony spokój?

Niestety, klasztor na końcu świata jest spokojny tylko pozornie. Najpierw znika jeden z zakonników. Potem wypadki dzieją się już jeden po drugim. Autystyczny Jacob próbuje bohaterowi coś przekazać, chora umysłowa dziewczynka odzywa się głosem dawnej ukochanej, w dzwony bije duch zmarłego mnicha, a w śnieżnej zawierusze krążą jakieś tajemnicze zjawy. Nikt nie wie, co się dzieje. Do tego mamy jeszcze postać tajemniczego Rosjanina oraz bajecznie bogatego, ale bardzo ekscentrycznego naukowca ukrywającego się gdzieś w piwnicach klasztoru. A żeby tego wszystkiego było mało, to od czasu do czasu towarzyszy nam sam Elvis w postaci ducha. Nie wiemy, co stoi za tymi wszystkimi tajemnicami. Czy siła nieczysta, duchy i zjawy czy może coś bardziej przyziemnego?

Trzeba przyznać, że elementów tej układanki, jaką jest powieść, jest bardzo wiele. Wszystkie jednak są tak ciekawie przedstawione, tak jasno i rzetelnie, że nie mamy jakiegoś większego problemu z połączeniem ich w całość. W końcu autorem jest sam Dean Koontz, nierzadko stawiany gdzieś pomiędzy Kingiem a Mastertonem.

Rozwinięcie, a następnie zakończenie powieści jest bardzo zaskakujące. Mamy tu dużo nauki i to takiej bardzo futurystycznej, dużo szalonych pomysłów i wizjonerstwa. Stanowi to kontrast dla scenerii: klasztor pełen rozmodlonych duchownych, do tego przyklasztorna szkoła dla chorych umysłowo dzieci, zimowy, surowy krajobraz, odcięcie od zwykłego, laickiego świata.

Główny bohater, Odd jest postacią ciekawą, ale nie charyzmatyczną. Brakuje mu jakiejś pasji, czegoś, do czego czytelnik tęskniłby po przeczytaniu książki. Ogromną sympatię za to zbudzają prawie wszyscy jego towarzysze, tacy jak brat Sebastian czy siostra Angela. Wspomniany już Rosjanin, Rodion Romanowich to postać bardzo wyrazista i inteligentna. Prawie każde jego zdanie ma jakieś drugie dno, dlatego czytanie dialogów pomiędzy nim a głównym bohaterem to czysta przyjemność.

Wrażenie ogólne robi książka przyzwoite, ale nie za sprawą głównego bohatera, tylko całej reszty. Szkoda, bo przecież o młodym Oddzie powstał cykl, więc to on powinien tu się wyróżniać.