„Śniadanie u Tiffany’ego” to powieść, w której narratorem jest młody pisarz, który opowiada historię o dziewczynie, którą poznał jesienią 1943 roku. Mieszkali razem w jednej kamienicy w Nowym Jorku. Historię tę opowiada znajomemu barmanowi, który dzwoni do niego, by przekazać mu ważną wiadomość. Wiadomość ta ma dotyczyć dawno nie widzianej Holly, który zniknęła z życia pisarza w dość nieoczekiwanych okolicznościach. To właśnie dzięki temu telefonowi powracają wspomnienia o Holly, który mieszkała w tej samej kamienicy co pisarz, wraz ze swoim kotem. Nie była w stanie rozpakować walizek w swoim mieszkaniu. Na jej skrzynce pocztowej widniała natomiast mała karteczka: „Panna Holiday Goligthly, w podróży”.

 

Ta młoda kobieta była obiektem fascynacji młodego pisarza. Była nietuzinkowa, miała chłopięcą fryzurę i twarz już nie dziecięca, ale jeszcze nie do końca kobiecą. Zafascynowała go głównie swoją osobowością. Ona natomiast traktowała go, jak brata. Nazywała go nawet imieniem swojego rodzonego brata, Freda. Pisarz, traktowany przez kobietę jak przyjaciel, zostaje wciągnięty w orbitę Holly, wokół której kręciło się wielu zamożnych jegomościów. Stanowili oni jej źródło utrzymania. On natomiast, młody pisarz, bez wielkich pieniędzy, był dla Holly jedynie opoką, do której mogła zwrócić się z każdą troską lub gdy miała zły humor. Nie myślała jednak o nim poważnie lub jak o mężczyźnie, z którym mogłaby spędzić resztę życia. Przynajmniej tak się jemu wydawało. Holly to w końcu wieczna podróżniczka, która szuka sensu w swoim życiu.