„Czarne psy” są opowieścią o naturze dobra i zła. Przedstawia wpływ wojny i jej konsekwencji na jednostkę. Osierocony w dzieciństwie Jeremy opowiada historię małżeństwa teściów, June i Bernarda, dwojga ludzi, których drogi rozeszły się niedługo po II wojnie światowej. Jest to wrażliwe stadium rozpadu międzyludzkich więzi, w której narrator zdradza informacje o sobie.

Wakacyjny wyjazd małżeństwa do Francji staje się początkiem końca ich związku i uczucia. Racjonalistyczny i wierzący w siłę rozumu Bernard nie potrafi zrozumieć introwertycznej, poszukującej sensu życia małżonki, miłość przeradza się w obcość. Tytułowe Czarne psy, zakłócające idyllę francuskiej prowincji, są alegorią gniewu, nienawiści i zbrojnego konfliktu.

Z jednej strony mamy June – osobę skupioną wyłącznie na poszukiwaniu wartości duchowych, z drugiej do bólu realistycznego działacza politycznego Bernarda. Mimo, że są w sobie zakochani ich wizje świata rozmijają się, co uniemożliwia komunikację. McEwan w mistrzowski sposób pokazuje rozpad relacji międzyludzkich. Książka pod tym względem jest magiczna.

Książkę warto przeczytać. Jest dobra pod każdym względem. W związku z tym, na pewno nie będzie się żałowało tego, że właśnie po nią się sięgnęło. Przekazuje mądrości na temat relacji międzyludzkich, które czasem bywają trudne. Na pewno warto o tym poczytać, aby być może mieć jeszcze czas na naprawienie czegoś w swoim życiu. Będzie to prawdziwy przewodnik po tym, co może zepsuć w naszym życiu niedostrzeganie pewnych spraw.