Inger Frimansson została wyróżniona przez Szwedzką Akademię Kryminału i otrzymała tytuł mistrzyni thrillera psychologicznego. Jej powieść „Dobranoc, kochanie” pokazuje, że pisarka zasługuje na uwagę czytelników.

Justine Dalvik to dorosła, samotna i bardzo bogata kobieta. Nie musi pracować, ponieważ odziedziczyła ogromny rodzinny majątek. Z tego swojego bogactwa nic sobie w sumie nie robi. Mieszka cały czas w tym samym starym domu. Pozornie żyje jak inni ludzie.

Justine miała bardzo trudne dzieciństwo. Macocha znęcała się nad nią i to w bardzo dziwny sposób. Jej pierwszy związek również nie należał do najnormalniejszych. Kiedy poznaje wreszcie nowego, bardzo przyzwoitego mężczyznę, pojawia się dla niej szansa na szczęście, na w miarę normalne życie, które mogłoby zrównoważyć traumy i koszmary z przeszłości.

Bohaterka ma mnóstwo tajemnic, o które początkowo byśmy jej nie podejrzewali. W miarę rozwoju powieści poznajemy ich jednak coraz więcej.

Dobranoc, kochanie” to powieść bardzo dziwna. Napisana w zupełnie niemodny sposób, bo bardzo prosty, surowy, wydaje się mieć nikłe szanse na komercyjny sukces. Mimo to jest warta uwagi.

Życie Justine to historia przykra, w której mało jest światła i szczęścia. Nie myśli się o niej przyjemnie. Nie ma tu jednoznacznego happy-endu. Sama Justine przeżyła piekło. A w komercyjnych, tak bardzo lubianych historiach powinna się zachować heroicznie, jak prawdziwa bohaterka, czyli wybaczyć swoim oprawcom, rozpocząć nowe życie, osiągnąć sukces… Tu jest zupełnie inaczej, mniej pięknie, ale za to bardzo prawdziwie. Justine ma wyraźne problemy z wybaczaniem i zapominaniem wyrządzonych jej krzywd (a kto ich tak naprawdę nie ma?). Nie jest nieskazitelna. Autorka zostawia czytelnikowi ocenę zachowania bohaterki.

Powieść Inger Frimansson warto przeczytać właśnie ze względu na niecodzienny charakter. Należy być przygotowanym na to, że jest to historia specyficzna, raczej niszowa. Nie można jej za to odmówić wiarygodności i ogromnej dozy szczerości.