„Dziennik” to na pewno nie zapis chorób i dolegliwości autora. Nie znajdziemy tam zestawienia odznaczeń, jakie pisarz otrzymał. Nie przechwala się i nie stara ubarwiać swojej rzeczywistości.

Nie ma tu męczących i wydumanych autoanaliz i nieustającego narzekania na świat i bliźnich, co często można spotkać w ostatnio publikowanych dziennikach znanych pisarzy. Oczywiście są codzienne marszruty Hożą i Kruczą do placu Trzech Krzyży, jest lektura gazet, są zapisy spotkań z czytelnikami czy przyjaciółmi. „Dziennik” czyta się jak powieść. To narracja, w której znajdziemy Adama Małysza i lekturę Biblii, „Avatara“ i Joyce‘a, matkę i ojca, Kraków i Warszawę, katolików i ewangelików, w końcu, rzecz jasna, piłkę nożną. Pojawia się tu również szereg wyznań. Możemy poznać Pilcha z nieco innej perspektywy. Pilch pokazuje nam świeże i nieco ironiczne, a przy tym bardzo odważne spojrzenie na świat. Dystans do świata to jego duża moc.

Z kolejnych stron książki widać radość pisania, jaka posiada Pilch. Bawi się on słowem oraz całym językiem. Dlatego jego książki, nawet te nieco bardziej autobiograficzne czyta się z tak dużą przyjemnością. Serwuje tu żywą, zmieniającą się strukturę okraszoną komentarzem rzeczywistości. Wszystko to sprawia, że można wręcz zaczytywać się w kolejnych zdaniach umieszczonych na kartach jego książki. „Dziennik” jest jak najbardziej pozycją godną polecenia. Warto zdecydować się na przeczytanie tej książki, jeżeli chcemy jeszcze lepiej poznać Pilcha i jego historię życia.