nim wspólne życie, zostaje sama. Jedyne na co ma ochotę, to wejść pod kołdrę i już nigdy spod niej nie wychodzić. Chce wypić o jeden kieliszek za dużo i zapomnieć raz na zawsze o setkach maili od komornika. Chce zapomnieć o mężczyźnie, który miał być spełnieniem jej marzeń, a zniknął bez śladu. Jedyne, co pomaga jej przetrwać to portret dziewczyny. Jest to jej zaręczynowy prezent. Jest to najcenniejsza rzecz, jaką posiada. W pewnym momencie ktoś jednak chce go jej odebrać. Znajduje w sobie wolę walki, aby do tego nie dopuścić. Walczy nie tylko o obraz, ale również o siebie.

 

Moyes z każdą kolejną powieścią jest coraz lepsza, a jej warsztat autentycznie zmienia się. I to na lepsze. Tym razem została przedstawiona historia, która rozpoczyna się w 1916 roku. Toczy się aż do czasów współczesnych. Najważniejszą „postacią” jest tutaj obraz. Bohaterowie natomiast schodzą nieco na dalszy plan. Wszystkie ich historie związane są właśnie z tym niezwykłym obrazem.

 

Książka może zauroczyć swoją niezwykłą auro. Można się w niej autentycznie zakochać. Czyta się ją z bardzo dużą przyjemnością. Przedstawiona historia zapada w pamięć i wciąga. W związku z tym, nie można się praktycznie oderwać od czytanej książki. Takie historie są właśnie po to, aby się w nich zagłębiać. Są prawdziwymi umilaczami czasu. Choć czasem smutne, niosą przestanie i pozwalają choć na chwilę zastanowić się nad otaczającym nas światem.