Hausfrau” to trudna, przejmująca książka. Nie jest lekturą łatwą, raczej skłaniającą do przemyśleń, bardzo psychologiczną.

Główną bohaterką jest bez mała 40-letnia Anna Benz. Kobieta jest z pochodzenia Amerykanką. Jej rodzice zmarli. Przeprowadziła się wraz z mężem Brunonem do jego rodzinnej Szwajcarii. Małżeństwo ma troje dzieci. Rodzina mieszka w pięknym, sielskim miejscu na przedmieściach Zurichu. Brunon jest bankierem. Zarabia wystarczająco, aby samodzielnie utrzymać dzieci i żonę, która nie musi pracować. Anna nie zna języka, nie ma prawa jazdy, nawet konta bankowego. Nie ma znajomych. Ma natomiast nadmiar wolnego czasu. Kobieta czuje się w Szwajcarii obco. Mąż zajęty pracą zaniedbuje ją, nie daje tyle ciepła i życzliwości, ile kobieta by chciała. Anna coraz bardziej pogrąża się w swojej samotności, smutku, melancholii, a następnie depresji. Szuka dróg ucieczki od tak trudnego stanu. Jedną z tych dróg jest przygodny seks z nowo poznanymi partnerami. To daje jednak tylko chwilową satysfakcję. Erotyczne przygody z biegiem czasu tylko pogłębiają samotność Anny. Pomóc ma także sesja terapeutyczna, która mimo wszystko nie przynosi zamierzonego celu. Wszystko to na nic. Życie kobiety staje się coraz trudniejsze.

Hausfrau” to książka pełna przemyśleń i rozterek głównej bohaterki. To prawdziwe studium kobiecej depresji i samotności. Brak tu wciągającej akcji. Z tych właśnie powodów jest to bardzo ciężka i przybijająca lektura.

Annę bardzo trudno jest polubić. Nie da się nie zauważyć, że to ona sama w dużej mierze jest winna swojej sytuacji. Kobieta sama zamknęła się przed nowym dla niej światem. Nie zaczęła od razu się uczyć języka, nie poszła do pracy, nie nawiązała z własnej woli żadnych znajomości. Trudno się dziwić zatem, że w Zurychu czuła się tak obco. Być może gdyby miała nieco mniej wolnego czasu, jej życie byłoby przyjemniejsze i łatwiejsze.