Ironia losu” to bardzo trudna, realistyczna momentami nawet przygnębiająca powieść o pewnej kobiecie.

Marzena to kobieta znudzona. Jej mąż Hubert jest lekarzem. Praca zajmuje dużą część jego czasu, bierze wielogodzinne dyżury. Małżeństwo nie ma dzieci. Mieszkają w pięknym domu. Marzenie tak naprawdę niczego w życiu nie brakuje. Trochę z nudy, trochę z potrzeby mocniejszych doznań, a w dużej mierze na skutek zwykłego popędu kobieta nawiązuje romans z młodszym od siebie o osiem lat Jackiem. Na początku chodzi tylko o seks. Z biegiem czasu Jacek jednak chce więcej i więcej, staje się bardziej nachalny. Marzena ma właściwie wszystko pod kontrolą. Mąż nie wie o jej zdradzie, nawet się nie domyśla. Nie ma nawet pojęcia o tym, jak mało wie o swojej żonie. Marzena na skutek postępującej nachalności Jacka chce zakończyć ten związek. Nie ma jednak odwagi, a może nie chce rezygnować z fantastycznego seksu, jaki daje jej kochanek. Coraz częściej ma wyrzuty sumienia i coraz bardziej traci kontrolę nad swoim życiem. Do czego ją to doprowadzi?

Marzenę trudno polubić. Trudno znaleźć jakiekolwiek wytłumaczenie dla jej postępowania. Jako czytelnicy obserwujemy jej powolny upadek. Tylko w imię seksu niszczy swoje życie, swoją moralność, swoją duszę, a przede wszystkim życie swojego dobrego i naprawdę kochającego męża. Autorka opisuje historię Marzeny nie po to, by jej dać rozgrzeszenia, ale raczej po to, by przestrzec przed podobnymi zachowaniami.

„Ironia losu” to książka bardzo pouczająca. Brak tu happy-endu, co jest rozwiązaniem najbardziej sprawiedliwym. Jest natomiast mądry i bardzo ważny morał. Marzena ryzykowała wiele tylko w imię własnej przyjemności. Straciła natomiast wszystko, na co zresztą zasłużyła.