Jo Nesbo, mistrza skandynawskiego kryminału, nie trzeba nikomu przedstawiać. „Krew na śniegu”, czyli dość specyficzna, jednowątkowa historia jego autorstwa to właściwie przydługie opowiadania, a na pewno nie powieść.

Bohaterem historii jest Olav – płatny zabójca. Człowiek ten wzbudza w czytelniku różne emocje, od zgrozy po wzruszenie. Olav jest nieszczęśliwym dyslektykiem. Tęskno mu do matczynej miłości i do jako takiej miłości w ogóle. Taki rodzaj wrażliwości może dziwić w tym świecie przemocy, w jakim bohater żyje. Olav jest ponadto dyslektykiem. Czyta i pisze powoli, w domu ma jedną książkę – „Nędzników”, czyli klasyk nad klasykami. Olav ma również miłość swojego życia, prawdziwie ukochaną kobietę – Corinę. Jest to jednak zupełnie fatalne zauroczenie, miłość niemożliwa. Olav otrzymuje bowiem zlecenie od męża Coriny, Benjamina. Mężczyzna zleca mu zamordowanie swojej żony. Co z tym fantem pocznie zakochany, wrażliwy płatny zabójca?

Krew na śniegu” to bardzo dziwna historia. W wersji filmowej świetnie sprawdziłaby się jako krótka, ale treściwa etiuda. Olav, główny bohater, zabójca i dyslektyk to postać dwuznaczna. Trudno nie nazwać go nieco upośledzonym, nieco infantylnym, co z kolei strasznie gryzie się z jego drugą twarzą bezwzględnego mordercy. Wielu osobom Olav na pewno skojarzy się z genialnym „Leonem zawodowcem”, bo to faktycznie podobny typ bohatera.

Historia jest prosta i zwięzła. Da się ją przeczytać w jeden wieczór. Fani twórczości Jo Nesbo bywają tym tekstem rozczarowani. Przede wszystkim nie jest on zbyt obszerny, brak tu poplątanej fabuły, wielu bohaterów, zbrodni, poszlak i śladów. Jest samo sedno, sam konkret. Historia Olava jest dziwna, ale w jakiś sposób wzruszająca – na pewno warta poznania.