Lampiony” to trzecia część cyklu „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”. Akcja całej powieści rozgrywa się w Łodzi.

Sasza Załuska to profilerka prowadząca śledztwo dotyczące fanatycznych islamistów prawdopodobnie powiązanych z ISIS. W związku z nim przyjeżdża do Łodzi. W tym momencie można śmiało stwierdzić, że rolę głównego bohatera przejmuje właśnie miasto Łódź. Sasza Załuska odchodzi na drugi plan, a jej śledztwo w porównaniu do innych wątków wydaje się mało ciekawe.

Autorka postarała się przedstawić Łódź jak najdokładniej i pod względem topograficznym, i pod względem społecznym. Poznajemy zatem różne miejsca, muzea, podziemia, kanały, tajemne schrony. Poznajemy również mnóstwo najróżniejszych ludzi z różnych warstw społecznych, ich skomplikowane historie. Tak jak zawsze w każdej powieści Bonda pozwalała sobie na wielowątkowość, tak w „Lampionach” postawiła przede wszystkim na nią. W ten sposób czytelnik otrzymuje książkę dziwną, przegadaną, za długą, którą trudno przypisać do jakiegoś jednego gatunku, a najbliżej jej chyba do jakiejś pokracznej formy dadaizmu pozbawionego jednak istotnego artyzmu. „Lampiony” bowiem to na pewno nie jest powieść kryminalna, sensacyjna tym bardziej, może momentami przypomina obyczajową, ale to w bardzo luźnym potraktowaniu tego rodzaju gatunku. Bonda napisała po prostu książkę o Łodzi, o różnych postaciach i to wszystko. Nawet Sasza Załuska, które tu powinno być bardzo dużo – w końcu to część tetralogii o tej właśnie bohaterce – gdzieś uchodzi w cień.

Mimo oczywistych wad powieść ta na pewno znalazła i jeszcze znajdzie wielu wielbicieli. Zajmie wiele godzin, bo do zwykłego czytania dochodzi jeszcze wertowanie przeczytanych stron w celu znalezienia zagubionego wątku.