Marta, która się odnalazła” to nietypowa książka o nastolatce, skierowana jednak nie tylko do czytelników w wieku głównej bohaterki. Jest to opowieść trudna, głęboka i bardzo piękna.

Marta to szesnastolatka, która nigdy nie opuściła dworca w Liverpoolu. Jako niemowlę została zostawiona w walizce pod drzwiami biura rzeczy znalezionych. Zaopiekowała się dzieckiem pracownica tego biura, mieszkająca zresztą tuż nad nim. W taki sposób dworzec przy Lime Street stał się domem, a jednocześnie więzieniem dla Marty. Przybrana matka dziewczynki była kobietą okrutną, religijną dewotką uważającą wszystko za grzech. Nie przeszkadzało jej to w dręczeniu psychicznym i fizycznym dziecka. Kobieta nie mówi Marcie prawdy o jej pochodzeniu. Tę tajemnicę zabiera do grobu. Tymczasem dziewczynka dostaje anonimowe liściki, z których dowiaduje się o swojej przeszłości nieco więcej.


Marta to jednak nie tylko zwyczajna nastolatka. Dziewczynka ma niesamowity dar. Kiedy tylko przesunie ręką nad zaginionym przedmiotem, wie, w jakich okolicznościach zaginął i komu go należy zwrócić. Dar taki na dużym, miejskim dworcu wydaje się bardzo przydatny. Jednej tylko zagadki Marta nie potrafi odgadnąć. Czyją zgubą jest ona sama? Skąd jest? Kim są jej rodzice?


Dworzec staje się domem Marty. Tu przeżywa swoje przygody, ma także przyjaciół. Świat dworca pod piórem autorki nabiera wiele barw, prawdziwej magii. Bohaterka przeżywa tu mnóstwo ciekawych przygód. Okazuje się dziewczynką nad wiek dojrzałą, bardzo odważną i pełną rzadko spotykanej empatii. Jednocześnie sprawia wrażenie nieco nieprzystosowanej do życia, przez co naiwnej. Winą za to należy jednak obarczyć jej wieloletnie odizolowanie.
„Marta, która się odnalazła” to książka bardzo ciepła, przyjemna w odbiorze. Znajdą tu coś dla siebie także starsze od bohaterki czytelniczki.