Mężczyzna, który się uśmiechał” to już czwarty tom cyklu Henninga Mankella, którego głównym bohaterem jest komisarz Kurt Wallander. Tym razem bohater będzie musiał nie tylko zająć się kolejną zbrodnią, ale i radzić sobie z własnymi problemami.

Komisarz Wallander nie może dojść do siebie po ostatnim śledztwie opisanym zresztą w poprzednim tomie. Zmuszony był do zabicia człowieka, z czym nie może się pogodzić. W tym czasie znany prawnik ginie w tajemniczym wypadku samochodowym na terenie Skanii. Syn ofiary, Sten Torstensson nie wierzy, że był to wypadek. Uważa, że jego ojciec został zamordowany. Zwraca się pomoc do komisarza Wallandera. Mówi mu o swoich podejrzeniach. Ze względu na swój nieciekawy stan psychiczny policjant nie chce mu pomóc. Krótko po tym Sten zostaje zastrzelony. Dopiero po jego śmierci komisarz postanawia zająć się tą sprawą. Zaczyna zbierać niezbędne mu materiały, zabiera się do prowadzenia śledztwo. Już niedługo dowie się, że każdy jego ruch jest pilnie obserwowany przez znanego w całym kraju i bardzo wpływowego potentata finansowego.

Kurt Wallander to postać bardzo ciekawa, bo przede wszystkim naturalna. Nie jest on żadnym superbohaterem. Jest człowiekiem z krwi i kości, z wieloma słabościami, takimi, jak dotyczą każdego innego człowieka. Komisarz prowadzi swoje śledztwa rzeczowo i spokojnie. Jego siłą jest opanowanie, logika i czysta dedukcja. Naturalność i realizm zdecydowanie zbliża bohatera do czytelników.

Wątek samych zbrodni jest zbudowany bardzo spójnie od początku do końca. Zakończenie przychodzi może ciut za szybko, nie jest też jakoś strasznie zaskakujące, ale za to bardzo wiarygodne.