Pewnego dnia na nienazwane miasto w nienazwanym kraju spada epidemia białej ślepoty.

Dotyka wszystkich bez wyjątku. Nie oszczędza nikogo – starców, dzieci, kobiet, mężczyzn, osób prawych i z prawością mających niewiele wspólnego, słabych i silnych. Władze próbując ratować sytuację, zamykają grupę zarażonych w nieczynnym zakładzie psychiatrycznym. Z dnia na dzień zamknięta społeczność zaczyna ustalać własne prawa i zarządzać swoją społecznością. Tylko jedna osoba wie, że nie wszyscy z tej grupy ślepną. Jest to głębokie studium kondycji ludzkiej, które będzie wstrząsające dla każdego czytelnika.

Jest to bardzo tajemnicza książka. Ponadto w książce nie występują powszechnie stosowane przez innych autorów dialogi tylko pojedyncze zdania oddzielone przecinkiem. Jest to pewnego rodzaju nowość i właśnie dlatego warto po tę książkę sięgnąć. W niektórych momentach książka może przypominać „Dżumę” Alberta Camusa. Obydwa motywy, czyli choroba spadająca na ludzi jak grom z jasnego nieba, są bardzo podobne. Wielu ludzi traci wzrok, zostają więc przetransportowani do nieczynnego szpitala psychiatrycznego. Z niewinnej utopii powoli przeradza się to w coś potwornego.

Książkę czyta się bardzo szybko, pomimo dość trudnego tematu. Bardzo dużo jest tam opisów, ale nie są one męczące. Książka jest na pewno bardzo smutna i w niektórych momentach bardzo przerażająca. W końcu dotyczy ludzi i tego, czego najbardziej się boimy, czyli choroby. Przy tym, jest to książka wspaniała i niezwykła, po którą na pewno warto sięgnąć.