Misja Ambasadora” to pierwsza księga Trylogii Zdrajcy. To także powrót do Imardinu, do pełnego magii świata oraz do znanych z poprzedniej Trylogii Czarnego Maga bohaterów.

Sonea, bohaterka Trylogii Czarnego Maga jest już dojrzałą kobietą. Nosi tytuł Czarnego Maga. Ma ogromne umiejętności. Nie wolno jej jednak opuszczać miasta, a nawet do lecznicy jeszcze w jego granicach musi jej ktoś towarzyszyć. Żyje pod stałą kontrolą, ale przynajmniej robi, to czego tak pragnęła. Pomaga ubogim i potrzebującym.

Sonea jest także matką. Lorkin to syn jej i Wielkiego Mistrza Akkarina. Jest owocem krótkiego i bardzo smutnego romansu. Lorkin jest młodzieńcem bardzo podobnym do matki. Dużo się zastanawia, jest ciekawy świata, chciałby czegoś dokonać. Wie jednak, jak jest mu trudno. Jest w końcu dzieckiem dwóch wielkich Magów i to posługujących się czarną magią czy też wyższą, jak nazywają ją w niektórych krainach. Wie, że trudno będzie mu przebić ich dokonania. Kiedy zatem mistrz Dannyl ma zostać Ambasadorem Gildii w Sachace, Lorkin bez wahania zgłasza się na stanowisko jego asystenta. Nie jest to łatwa decyzja. Ma on wyruszyć do teoretycznie kraju sojusznika, ale praktycznie do ojczyzny Ichanich – tych, których zabili jego rodzice. Jest to misja obarczona dużym ryzykiem.

W Imardinie grasuje Łowca Złodziei. Zabija ich, posługując się magią. Ma nad nią pełną kontrolę. Musi być zatem albo doświadczonym, nieznanym dotąd nikomu magiem z innych krain, albo jednym z Gildii. Cery musi się ukrywać, Sonea poświęca się poszukiwaniom Łowcy, dzięki czemu nie musi bez przerwy martwić się o syna.

Akcja „Misji Ambasadora” dzieje się 20 lat po pokonaniu Ichanich i śmierci Akkarina. Dużo się w tym czasie zmieniło i w Gildii, i w całej Kyralii. Można powiedzieć, że doszło do zmian rewolucyjnych. Do Gildii mogą przystępować nawet osoby ze społecznych nizin. Ponadto król zaprzestał robieniu corocznych czystek. Szkoda jedynie, że nie doszło do zmian najbardziej oczywistych przynajmniej z punktu widzenia czytelnika. Napad Ichanich obnażył słabość Gildii. Zakazując czarnej magii, stała się ona słabsza. Ichanich było tylko kilkoro, a wszyscy Magowie Gildii nie mieli z nimi szans. Wydawało się oczywiste zatem, że musi nastąpić jakaś logiczna zmiana, która zapobiegłaby kolejnemu atakowi. Tymczasem Gildia decyduje, że „na stanie” będzie mieć tylko dwóch Czarnych Magów. To wydaje się dość nielogiczne.

Autorka ominęła 20 lat z życia bohaterów. Wszelkie ich wspomnienia pochodzą z czasu najazdu Ichanich i kilku lat wcześniej. A co się działo pomiędzy? Czytelnik na pewno chciałby się dowiedzieć, jak wiodło się Sonei w tym czasie. Samotnie wychowywała dziecko, musiała ścierać się z rodziną Akkarina, czyli jednym z największych domów w Imardinie. Na pewno było jej trudno, ale na ten temat niestety nie wiemy praktycznie nic. Autorka wspomina jedynie o tym, że Sonea nigdy przez krewnych ukochanego nie była akceptowana. Tyle.

Lorkin wzbudza ciekawość. Możemy być pewni, że z jego udziałem wydarzy się coś interesującego. Jest dużym pocieszeniem dla swojej matki, która wydaje się nieco osamotniona. Ma one jedynie wciąż swoich, tych samych przyjaciół, przede wszystkim mistrza Rothena, który jest dla niej wielkim wsparciem.

Znów akcja toczy się powoli i spokojnie. Ponownie mamy kilka wątków. Jeśli ktoś polubił twórczość i styl pisania Trudi Canavan na podstawie Trylogii Czarnego Maga, na pewno nie będzie zawiedziony.