Morze spokoju” to absolutnie wyjątkowa książka, która dalece wykracza poza ramy klasycznej powieści młodzieżowej. Choć nie jest to kolejna lekka lektura, a raczej opowieść wielowarstwowa, to czyta się ją niemal jednym tchem.

Josh Bennett to samotnik z konieczności. Stracił wszystkie bliskie i kochane osoby. Został całkowicie sam. Z konieczności przeszedł bardzo szybki, nawet ekspresowy kurs dorastania. W wyniku różnych przykrych doświadczeń, a przede wszystkim z lęku przed kolejnym zranieniem chłopak zamknął się w sobie. Otoczył się murem, za który nie dopuszcza nikogo. Nie pozwala się nikomu do siebie zbliżyć. Na jego drodze jednak staje nowa dziewczyna w szkole – Nastya Kashnikov. To nastolatka bardzo specyficzna, zupełnie różna od rówieśniczek. Nastya chodzi na co dzień na niebotycznych obcasach, w ekstremalnie króciutkich spódniczkach i bluzkach z głębokim dekoltem. Jej wygląd budzi jednoznaczne skojarzenia. Sprawy nie poprawia fakt, że dziewczyna jest w różnym stopniu zamknięta w sobie, co Josh, a ponadto się praktycznie nie odzywa. Drogi tej dwójki się krzyżują.

Od początku wiadomo, że Josh i Nastya mają za sobą jakieś traumatyczne przeżycia. Autorka nie opisuje ich jednak od razu. Jedynie o nich wspomina, co znacznie zwiększa ciekawość.

Trudno nazwać „Morze spokoju” historią przyjemną. Dwójka bohaterów została boleśnie naznaczona przez życie. Mają za sobą nie tylko zwykłe przykrości, ale prawdziwe dramaty, z którymi nie zawsze radzą sobie dorośli i dojrzali ludzie. Ta dziwna para na początku nawiązuje zwykłą znajomość, która następnie przeradza się w przyjaźń i miłość. Młodzi ludzi, niegdyś boleśnie dotknięci, doświadczają uczuć pięknych i wreszcie dobrych. Tak jak głęboko kiedyś cierpieli, tak i teraz potrafią mocno się przywiązywać i oczywiście kochać.