Siódmy tom cyklu o komisarzu Kurcie Wallanderze to „O krok”. Bohaterowi przyjdzie się tu zmierzyć z bardzo trudnym morderstwem oraz własnymi problemami zdrowotnymi.

W wigilię nocy świętojańskiej trójka młodych ludzi spotyka się w rezerwacie. Urządzają tam w zupełnej tajemnicy kolację w stylu epoki Bellmana. Przebierają się w odpowiednie stroje, raczą się winem i różnymi przekąskami. Dobrze się bawią. Sądzą, że są zupełnie sami. Tymczasem w niedalekich zaroślach ukrywa się mężczyzna stale obserwujący trójkę nastolatków. W pewnym momencie wychodzi z ukrycia i zabija ich wszystkich strzałem w głowy.

Po pewnym czasie matka jednej z dziewcząt przychodzi na policję wiedziona złymi przeczuciami. Choć dostała paczkę od córki, jest przekonana, że to nie ona ją adresowała. Kobieta jest pewna, że jej dziecku stało się coś złego. Choć po swojej stronie ma tylko przeczucie, to policja postanawia przyjrzeć się tej sprawie.

Kurt Wallander zaczyna się niepokoić swoim stanem zdrowia. Odczuwa stałe zmęczenie i senność. O mały włos a uległby wypadkowi samochodowemu, ponieważ zasnął za kierownicą. Zdarza mu się zapominać broni czy odznaki. Obiecuje sobie, że uda się do lekarza. Mimo swojego gorszego samopoczucia stara się prowadzić śledztwo rzetelnie i dokładnie. Tym razem trafił mu się bardzo sprytny przeciwnik, który nie zostawia po sobie żadnych śladów.

Komisarz Wallander w tej części jest jeszcze bardziej ludzki niż zazwyczaj. Ma swoje słabości takie jak inni ludzi. Doskwiera mu samotność, trochę tęskni za straconym życiem rodzinnym. W prowadzonym śledztwie wciąż jest jednak profesjonalistą.

Zbrodnia, śledztwo, poszukiwania sprawcy toczą się w tej powieści bardzo powoli. Mimo to nie jest to opowieść nużąca. Fanom Hennika Mankella i skandynawskiego kryminału na pewno przypadnie do gustu.