Pat ma pewną teorię. Jego życie zakończy się happy endem tylko wtedy, gdy do jego życia powróci była żona. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, biegać ubrany w worek na śmieci, żeby zgubić ostatnie zbędne kilogramy, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. Pat przez ostatnie kilka lat przebywał w zakładzie psychiatrycznym. Po wyjściu ze szpitala nic jednak nie układa się tak, jak powinno.

Nikt nie chce z nim rozmawiać o jego ukochanej Nikki. Jego ulubiona drużyna przegrywa mecz za meczem. Na domiar złego przyczepiła się do niego piękna, ale równie stuknięta jak ona dziewczyna – Tiffany. Jego nowy terapeuta sugeruje mu zdradę, jako formę terapii. Pat w tych wszystkich trudnych sytuacjach nie przestaje jednak myśleć pozytywnie.

Powieść czyta się bardzo dobrze. Wręcz się ją pochłania z bardzo dużą przyjemnością. Jest to zasługą bardzo dobrze przygotowanej narracji głównego bohatera, który od pierwszych minut skrada serce czytelnika. Wejście do umysłu osoby chorej psychicznie, która do końca nie rozumie świata, na który patrzy, ale robi wszystko, by się do niego dostosować może być bardzo ciekawe. I zdecydowanie takie jest. Do tego dochodzą ciekawie skonstruowane, choć nie pogłębione psychologicznie, postaci drugoplanowe – troskliwa matka, ojciec uzależniający swoje relacje z rodziną od wygranej ulubionej drużyny, czy zwichrowana i działająca impulsywnie Tiffany. Jest to zdecydowanie książka, która zapada w pamięci i wywołuje uśmiech na twarzy.