Ścieżka bogów” to trzecia i ostatnia część „Cyklu o Valhalli”.

Jest rok 996. W Trondheim król Olaf za wszelką cenę stara się być orędownikiem Chrystusa. Za swoją misję uznaje chrystianizację swoich poddanych. Wyróżnia go ogromne okrucieństwo tak przecież charakterystyczne w czasach Wielkiej Inkwizycji, która jednak nastąpi nieco później, jak wiadomo z kart historii. W związku ze swoimi planami, fanatycznymi reformami król ma duży problem z utrzymaniem pokoju na swoich ziemiach. Wikingowie nie chcą wierzyć w Chrystusa. Nie był wojownikiem, nie miał brody ani tarczy, a zatem nie był Wikingiem, prawdziwym mężczyzną. Gdzie zatem miejsce dla niego w zimnej, surowej Skandynawii?


Tymczasem na północy zbierają się pod dowództwem Jolawera Scota wojownicy, którzy nie chcą zmian. Chcą natomiast bronić starych bóstw. Jednocześnie okazuje się, że to wcale nie tak obcy Chrystus jest największym wrogiem Wikingów.

„Ścieżka bogów” jest książką tak samo fascynującą, jak i rozczarowującą. Z jednej strony bardzo wciąga. Wikingowie to obecnie temat niezwykle modny, przyciągający. Książkę czyta się szybko i z niecierpliwością czeka na rozwój wydarzeń. W większości Wikingowie są tacy, jak być powinni: waleczni, odważni, nieco okrutni, wywołujący przerażenie.
Z drugiej strony pod pewnymi względami autor zawodzi. Jego wiedza na temat Wikingów w X/XI wieku jest raczej powierzchowna i zauważyć można pewne merytoryczne błędy. Ponadto rozczarowuje nieco wątek fantastyczny. W skandynawskiej mitologii niezwykle istotną rolę odgrywała Valhalla, do której po śmierci szli wojownicy. Tu została ona potraktowana ona natomiast jak ogromne nieszczęście, straszne miejsce. Dodatkowo w pewnym momencie na ziemię schodzą trolle, w które przemienili się właśnie przebywające w Valhalli dusze wojowników. Ten wątek jest niewątpliwie najsłabszą częścią całego cyklu i sprawił, że całość pozostawia po sobie raczej mieszane uczucia.