Ten jeden rok” to kontynuacja, a właściwie ta sama historia, ale opisana z innej perspektywy jak ta w powieści „Ten jeden dzień”. Tam narratorką była Allyson. Tu natomiast poznajemy pełną uroku i niestety także smutku historię Willema.

Historia Allyson i Willema jest dość niezwykła. Spędzili razem jedną dobę w Paryżu. Mężczyzna nawet nie poznał imienia kobiety, która go tak zachwyciła. Nazwał ją zatem Lulu. Ta jedna doba zapadła mu jednak w pamięć, głęboko wryła się w samo serce. Willem postanowił za wszelką cenę odszukać zatem tajemniczą Lulu.

Doba spędzona wspólnie przez dwójkę bohaterów jest elementem łączącym obie powieści. W „Ten jeden rok” poznajemy jednak o wiele dokładniej historię samego Willema. Mężczyzna ma za sobą trudne przejścia. Przez dłuższy czas nie był w domu w Holandii. Jego ojciec umiera, przez co mężczyzna bardzo cierpi. Razem z matką sprzedaje dom i łódź. Nie potrafi jednak zrozumieć tego, że jego matka tak łatwo pozbywa się przedmiotów ojca i tak prosto o nim zapomina. Jednocześnie Willem bez ustanku myśli o tajemniczej Lulu. Smutny, zdruzgotany wręcz postanawia wyruszyć na jej poszukiwania. W ciągu roku odwiedza i Meksyk, i Indie, a w międzyczasie poznaje lepiej samego siebie.

W „Ten jeden rok” akcji nie jest zbyt wiele. Więcej natomiast jest tu przemyśleń o obserwacji zachowań, zmian zachodzących w głównym bohaterze. Poszukiwania zaginionej dziewczyny pozwalają mu na duchowe oczyszczenie, na pogłębienie jego związku z matką.

Autorce udało się nakreślić bardzo przyjemną, spójną fabułę. Ponadto wplotła w nią mnóstwo przemyśleń i filozofii, które jednak nie zanudzają, a raczej budują wspaniałą atmosferę. Jest to z pewnością lektura obowiązkowa dla tych, którzy czytali „Ten jeden dzień”. Te dwie książki stanowią świetną, bardzo przyjemną całość.