Katarzyna Bonda, przez wielu nazywana królową polskiego kryminału, jako pierwsza wprowadziła do swoich powieści postać psychologa śledczego. Huberta Meyera czytelnicy mieli okazję poznać w „Sprawie Niny Frank”. Kolejna część opowieści o nim to „Tylko martwi nie kłamią”.

W zabytkowej, katowickiej kamienicy przy ulicy Stawowej 13 znalezione zostały zwłoki śmieciowego barona – potentata recyklingu. To, że został zamordowany, to wiadomo na pierwszy rzut oka, ale dlaczego doszło do tego w kamienicy znanej i bogatej seksuolożki?

17 lat temu w tej samej kamienicy zamordowany został bogaty Żyd. Sprawca tamtej zbrodni odbywa karę w więzieniu, ale wielu uważa, że to nie on jest jej winny. Tak też uważał policjant zajmującą się dawną zbrodnią, nieżyjący już ojciec pani prokurator – Weroniki Rudy. Czy to za sprawą przeznaczenia, czy też po prostu zbiegiem okoliczności trafia ona na Stawową 13. Poznaje tam Huberta Meyera, którego zadaniem jest stworzenie profilu sprawcy. Tak oto zaczyna się długa i bardzo zagmatwana historia.

Autorka zabiera nas w długą podróż „w czasie i przestrzeni”.

Miejscem akcji jest Górny Śląsk, a w zdecydowanej większości Katowice. W powieści znajduje się mnóstwo bardzo dokładnych opisów miejsc i zdarzeń. Poznajemy to miasto z różnych stron. Na pewno jest to bardzo miłe dla mieszkańców tego regionu. Niekoniecznie jednak wnosi to coś konkretnego do samej historii.

Podróże w czasie są tutaj o wiele bardziej intensywne. Autorka postawiła sobie za cel opisanie każdej postaci od podstaw. Czy tego chcemy, czy nie dowiadujemy się naprawdę mnóstwa szczegółów o każdym, kogo nazwisko padnie zaledwie kilka razy. Każda postać została tu opisana nie tyle dokładnie, ile drobiazgowo. Ale czy potrzebnie?

Katarzyna Bonda to autorka słynąca z wielowątkowości, szczegółowości oraz doskonałego przygotowania się do pracy. Poznała opisywany rejon bardzo dobrze, na pewno sięgnęła do mnóstwa źródeł – za to należy ją pochwalić, bo widać ogromny wysiłek. Nadmierna szczegółowość może jednak zabić nawet najciekawiej zapowiadającą się intrygę. Tak było w tym wypadku. Bardzo wiele osób uważa „Tylko martwi nie kłamią” za powieść przegadaną. I nietrudno się z nimi nie zgodzić. W całym tym galimatiasie przeróżnych postaci, ogromu historii łatwo zapomnieć o głównej zbrodni, o winnych, o ofiarach i przede wszystkim o głównym bohaterze, Hubercie Meyerze.

Zupełnie niepotrzebny wydaje się także motyw romansowy, który zupełnie nie pasuje do całej kryminalnej otoczki.

Bardzo pozytywnym akcentem natomiast okazuje się niepozorny podinspektor Szerszeń, którego wprost nie lubić się nie da.

Tylko martwi nie kłamią” to powieść dla tych, którzy lubią tak długie i skomplikowane historie; którym nie przeszkadza to, iż autor wyjaśnia każdą najmniejszą informację i nie pozostawia nic do domysłu; i którzy lubią spędzać czas nie tylko z książką, ale i notatnikiem pod ręką. Nie spodoba się na pewno tym, którzy lubią kryminały krótsze, ale konkretne i soczyste. Bonda to w końcu nie Miłoszewski.