Młody pisarz, Sal Paradise wyrusza w niezwykłą podróż wraz ze swoim przyjacielem, a także nieobliczalnym włóczęgą, Deanem Moriartym. Razem chcą podbić Amerykę. Podróżując autostopem szukają przygód i niesamowitych wspomnień. Ich podróż pełna jest narkotyków, alkoholu i wolnej miłości. Zatracają się w tym bez granic. Ich wędrówka jest spełnieniem marzeń całej generacji i wyzwaniem rzuconym obłudnej obyczajowości powojennej Ameryki.

 

Podobać może się przede wszystkim ciekawy styl Kerouac’a. Mniej więcej w połowie książki robi się jednak trochę nudno. Początek jest doskonały. Każdy zapewne liczył, że akcja będzie się rozwijała jeszcze bardziej. A gdzieś w połowie powoli zastyga. Praktycznie 400 stron książki jest ciągle o tym samym. Nie ma tutaj momentów zwrotnych. Można odnieść wrażenie, że bohaterowie ciągle tylko piją, biorą narkotyki i jadą autostopem. Jadą przed siebie, praktycznie bez celu. Można oczywiście zazdrościć takiej postawy i beztroski, a przede wszystkim odwagi, aby zdecydować się na taką wyprawę. Smutne jest natomiast zakończenie książki, które jednak chociaż troszkę rekompensuje brak wyraźnej akcji, która w pewnym momencie zaczyna uwierać podczas czytania.

 

Nie jest to na pewno książka dla każdego. Może wywrzeć przede wszystkim duże wrażenie na pokoleniu, o którym opowiada. Odzwierciedla w pewnym sensie ducha lat 50. i nastroje, jakie wtedy panowały wśród młodzieży. Skoro jednak dla kogoś książka jest kultowa, nawet z tego względu należy ją przeczytać. Wydaje się, że jest to w tym przypadku dobra motywacja.