„Wojna polsko-ruska” to książka posiadająca tylu samo przeciwników, co zwolenników. Dla jednych Dorota Masłowska była jednym z największych talentów młodego pokolenia. Dla innych z kolei jej pisanie było jedynie grafomańskim bełkotem.

Książka jest jednym długim monologiem Silnego, młodego chłopaka, dresiarza, który zajmuje się głównie amfetaminą. I trzeba przyznać, że potrzeba nie lada talentu, aby zapisać 200 stron tak straszną, połamaną, pokaleczona w każdy możliwy sposób polszczyzną. Masłowska pisze w tym samym stylu przez cały czas, konsekwentnie. Przypomina to taki bardzo wulgarny, pochodzący z zupełnych nizin umysłowych strumień świadomości.

Silny dowiaduje się, że jego dziewczyna Magda rzuciła go dla innego. Mimo że w jakiś sposób sprawia mu to przykrość czy może po prostu zdziwienie i daje powód do dłuższego niż sekunda namysłu, nie przeszkadza mu ten fakt w umawianiu się zaliczaniu innych dziewczyn. Silny wyrusza „w miasto”. Bez przerwy jest pod wpływem amfetaminy, bez której nie da się żyć i trzeźwo myśleć. Gdzieś tam w tle przewija się co chwila wątek ruskich i wojny polsko-ruskiej w mieście, ale w zasadzie nie wiadomo, o co w tym chodzi.

„Wojna polsko-ruska” to w zasadzie książka niemająca żadnego głębszego przesłania. Masłowska próbuje przedstawić jakieś ogólne ideologie, ale ani nie są one oryginalne, ani jakieś szczególnie istotne. Książka jest natomiast ogromną ciekawostką, którą warto przeczytać choćby po to, aby ją znać. Opowieść można interpretować w różny sposób. Jednych będzie ona fascynować, inni ją znienawidzą. Tak czy owak, poznać ją warto.