Camilla Lackberg, szwedzka autorka kryminałów, znana jest przede wszystkim ze swojej serii o Fjallbace. „Zamieć śnieżna i woń migdałów” to nowelka luźno powiązana z tą właśnie popularną serią.

Narzeczona namawia Martina Mohlina, aby święta, które mają się odbyć w kolejnym tygodniu, spędzić z rodziną na tradycyjnym przyjęciu. Mężczyzna zgadza się i decyduje na wyjazd. Cała rodzina zbiera się na niewielkiej wyspie Valon, która znajduje się niedaleko Flallbacki, ponieważ taka była decyzja głowy rodu, Rubena. Wszyscy spotykają się na rodzinnej kolacji. Za oknami rozpętała się prawdziwa zamieć śnieżna. Nie ma żadnego kontaktu z lądem. Wyspa staje się odcięta od świata. W pewnym momencie staruszek Ruben upada na podłogę. Umiera, ale szybko okazuje się, że nie z przyczyn naturalnych. Ruben został zamordowany, a jego mordercą musi być jeden z członków rodziny. Na odciętej od świata wyspie należy szybko przeprowadzić śledztwo, znaleźć motywy i sprawcę. Czy Martinowi się to uda?

Chyba każdemu fanowi kryminałów „Zamieć śnieżna i woń migdałów” przypomni opowieści prawdziwej królowej tego gatunku, Agathy Christie. Ta pisarka lubiła zamykać swoich bohaterów w jakimś odciętym miejscu, bez możliwości kontaktu ze światem, za to z co najmniej jednym trupem i sprawcą zbrodni do odnalezienia. Dokładnie ten sam schemat przedstawia w swojej nowelce Camilla Lackberg. Książka podzieli czytelników – to pewne. Szwedzkiej autorce sporo brakuje do warsztatu Agathy Christie. Siłą rzeczy nowelkę każdy będzie porównywał do książek królowej kryminału, przy których „Zamieć śnieżna…” wypada po prostu dość blado. Jeśli jednak odciąć się zupełnie od porównań, to nie jest to zła książka. Autorka stworzyła spójny obraz szwedzkiej rodziny zdeprawowanej przez duże bogactwo. Zadbała o skonstruowanie dialogów, spójną fabułę i akcję. Całość czyta się przyjemnie, szybko, a że jest to książka króciutka, to stanowi bardzo miłą rozrywkę.